Różne wersje

O przyjemności czytania książek

Przed emigracją do Irlandii moja koleżanka Joanna, która włada językiem angielskim z imponującą płynnością i pewnością siebie, dała mi cenną radę. Powiedziała, że dobrym sposobem na podniesienie poziomu kompetencji językowej jest czytanie ulubionych książek napisanych pierwotnie po angielsku, w oryginale. Bardzo mi się ta metoda spodobała. Z Polski wyjechałam z Popiołem i Diamentem, Andrzejewskiego, a w Galway wybrałam się do księgarni i zakupiłam On Beauty, Zadie Smith. Uwielbiam tę autorkę i O Pięknie, przeczytane po polsku, w tłumaczeniu Zbigniewa Batko, podobało mi się na równi z jej wspaniałym debiutem Białe Zęby, które nawiasem mówiąc przeczytałam najpierw dla przyjemności, a potem mieliśmy na podstawie tej książki zajęcia z psychologii kulturowej.

On Beauty/O Pięknie

Joanna miała rację. Czytanie on Beauty w oryginale to była wielka przyjemność przeżycia historii jeszcze raz i zupełnie na nowo. Przyglądałam się różnym zwrotom i sposobom opisu zdarzeń z poczuciem, że mam oto wgląd w coś zupełnie dla mnie nowego. To doświadczenie było też doskonałą lekcją języka – rozumienia z kontekstu, poszerzania słownictwa i rosnącej pewności siebie.

Potem już jakoś poszło

Krótko po przyjeździe do Galway zapisałam się na zajęcia z kreatywnego pisania prowadzone przez Kevina Higginsa. Stałam się później jedną z ‚repeated offenders’ – jak nazywał nas Kevin – osób, które wracają na kolejne edycje wielokrotnie. Ten pierwszy kurs to było nieśmiałe zanurzenie stopy, i nowa okazja (po książkach, które już znałam), na czytanie prozy po angielsku. Potem stopniowo, zaczęłam poznawać nowych autorów i czytać znajomych. Największym odkryciem były dla mnie irlandzkie autorki – Anne Enright, Edna O’Brien i północno-irlandzka Anna Burns i autorzy – Colm Tóibín, Paul Murray, Rónán Hession, i północno-irlandzki Nick Laird.

I na odwrót

No dobrze, wspomnę też Sally Rooney (autorka Normal People, Intermezzo i Rozmów z przyjaciółmi), ale to dlatego, że po latach w Irlandii, to była pierwsza irlandzka autorka, którą po zapoznaniu się z oryginałem postanowiłam przeczytać w polskim tłumaczeniu. Okazało się, że ten odwrotny proces znów wnosi jakąś inną wartość. Co było dla mnie w tych tłumaczeniach wyjątkowe, to to, że ja na codzień żyję w tym irlandzkim krajobrazie i kontekście kulturowym, które za pomocą polskich tłumaczeń przybliżane są polskim czytelnikom. Czytam i tak jakbym w tym samym czasie miała dostęp do dwóch perspektyw. Myślę, o, jak ja rozpoznaję ten irlandzki sposób bycia, i jednocześnie, o, to jest tak podobne, lub tak inne w naszej polskiej rzeczywistości.

Polecam

Te irlandzkie książki są dla mnie bardzo ważne. Stanowią pewien most pomiędzy moim rozumieniem świata, czy zainteresowaniami, które mam od dziecka, a nowym polem doświadczania i poznawania świata, jakie dała mi emigracja. Cieszy mnie, gdy mogę się tym podzielić, choćby w jakiś namiastkowy sposób, z moimi bliskimi w Polsce. W zeszłym tygodniu poszłam do jednej z moich ulubionych księgarni w Krakowie – do Lokatora – i, jakby to opisała moja babcia – nie wiedziałam co ze sobą zrobić, gdy zobaczyłam tłumaczenie The Wren, the Wren, Anne Enright! Strzyżyk woleoczko, bo tak nazywa się ta książka po polsku, od razu trafił do koszyka i podarowałam go mojej przyjaciółce, Basi. Strzeżcie się przyjaciele! Tłumaczeń przybywa i jest ryzyko, że będę Was nimi zasypywać.

Dodaj komentarz