Z domu Piasecka

metafora zawarta w nazwisku

Co pamiętacie ze szkoły podstawowej? Pamiętacie podekscytowanie, jak za oknem zaczyna padać śnieg i te wolno wirujące, wielkie białe płatki wszystkich tak bardzo oczarowują, że nauczycielka przerywa lekcję? Albo jakiś apel, gdy ktoś narozrabiał i zostaje publicznie skarcony? Albo przypadkowy zbitek informacji z historii, który ostał się w pamięci i jakimś cudem kiedyś się przydał do rozmowy?

Wśród takich wspomnień leży u mnie lekcja historii właśnie, kiedy nauczycielka mówiła o pochodzeniu nazwisk. Byłam może w czwartej klasie podstawówki. Żeby zaangażować nas w wątek, pani wzięła kilka nazwisk z klasy za przykład i stawiała hipotezy o tym, czym zajmowali się nasi przodkowie. „Piasecka… no pewnie budowali domy na piasku”. Taką hipotezę wysnuła o moich przodkach. Pamiętam swoje gorące oburzenie. Domy na piasku?! Brzmiało to dla mnie obraźliwie, bo przecież piasek – co to za fundament? Wiadomo, że dom na nim za długo nie postoi, więc to niemożliwe, żeby moi przodkowie zajmowali się tak niepraktycznym zajęciem. Zabawne to dziecięce rozumowanie i wyobraźnia sprowokowana brakiem precyzji. No bo pewnie coś z domami i piaskiem jest na rzeczy, ale być może bardziej chodzi o domy blisko morza lub piaszczystej gleby?

Metafory wieku średniego

Zupełnie dla mnie niespodziewanie temat mojego panieńskiego nazwiska powrócił ostatnio na intensywnym doświadczeniu rozwojowym, poświęconym rozumieniu emocji i nieświadomych procesów zachodzących w grupach. Przez sześć dni, wspierani przez grupę konsultantów i mentorów, doświadczaliśmy i uczyliśmy się być w kontakcie z własną historią, z emocjami swoimi oraz innych uczestników, i próbowaliśmy zrozumieć, jak budujemy obraz siebie w relacji do innych i jak my wpływamy na współuczestników. Trudno zamknąć to doświadczenie w słowach, bo duża część tej nauki dotyczy nieświadomości. Efektem czego bywają wglądy, które w jednym momencie dają poczucie zrozumienia czegoś fundamentalnego na własny temat.

Zmiana, zmiana i po zmianie

Z tego zrozumienia własnego postępowania czy schematu, którym operujemy od lat, wyłania się nadzieja, że już mamy drogę do zmiany. Że następnym razem nie damy się wciągnąć w ten sam scenariusz, który rozpisywany jest na nowo od czasów dzieciństwa. I potem znowu łapmy się na tej samej reakcji czy znajdujemy się w tej samej roli. A to zbyt ulegli, albo nieprzyjemnie dominujący, albo do znudzenia niezdecydowani. Tym, co posuwa tę naukę do przodu, nie jest szybki rezultat czy namacalna zmiana idąca za postanowieniem poprawy. Dlaczego? Dlatego, że jak powiedział pan Freud, nie jesteśmy paniami we własnym domu; nieświadomość nią jest. Dlatego, że schematy ukształtowały się w relacji z drugim człowiekiem i odtwarzają się również w relacji z innymi, a na relację nie mamy całkowitego wpływu.

Po prostu rusz się, zatańcz, zrób coś inaczej

A jednak coś się zmieniło. Niezbywalnym elementem tej pracy jest kreatywność i chęć eksperymentowania z nowymi perspektywami. Oraz otwarcie na drugiego człowieka i na dobrą wolę konsultantów i mentorów, którzy swoją obecnością i obserwacjami dzielą się hojnie i w dobrej wierze.

Twórczyni tego programu, Louise, jest Szwedką polsko-żydowskiego pochodzenia. Jej mama Polka wyemigrowała do Szwecji, gdzie wychowała się Louise. Moja polskość, życie na emigracji, pewien konflikt tożsamości związany z poczuciem obcości, które towarzyszy mi zarówno w Polsce, jak i na emigracji, zarezonowały z Louise, i podzieliła się ona ze mną metaforą związaną z piaskiem. Pewnego dnia zapytała mnie, jakie jest moje nazwisko panieńskie, odpowiedziałam, że Piasecka. Louise zna polski na tyle, żeby wiedzieć, że to piasek. Zaczęła krążyć i eksperymentować z tym tematem. Wyjechałam na zachodnie wybrzeże Irlandii, daleko od rodzinnego Krakowa, do morza, do piasku… Poszukiwania przynależności… tęsknota.

Kolejnego dnia Louise ubrała sznur przepięknych pereł. „Czy wiesz, jak powstają perły?” – zapytała. Nie wiedziałam, a okazało się, że zalążkiem perły jest ziarenko piasku.

Mój sznur pereł

I tak krok po kroku metafora zaczęła się rozwijać i różne wątki związane z bagażem życiowym, który czasem ciąży, jakbym dźwigała skały, zaczęły łączyć się w opowieść o powstawaniu pereł. O rozdrabnianiu skał, wypłukiwaniu ich łzami i przeistaczaniu w piasek, który posłuży do tworzenia własnego sznura pereł.

Zmiana, która się dokonała, to przedefiniowanie pracy nad sobą. Odkąd pamiętam, wiązała się ona z maksymalnie krytycznym podejściem do siebie, z brakiem przyzwolenia na popełniane błędy, z niemożliwymi do osiągnięcia, niesprawiedliwymi oczekiwaniami perfekcyjności, precyzyjności, mówienia rzeczy mądrych w sposób wyważony i imponujący.

A teraz chcę zobaczyć siebie w całości. Z bagażem, z błędami, z wybrykami kreatywności, nieświadomości i spontaniczności. Z historią, z rodziną pochodzenia i z Piaseckimi, którzy może nawet zajmowali się bezsensownym zajęciem budowania domów na piasku.

Dodaj komentarz